WITAJ W SERWISIE TURSKI.PL
BRONISŁAW KOMOROWSKI PREZYDENTEM RP
Jestem zadowolony. Nareszcie normalny układ polityczny wywodzący się z opozycji demokratycznej i proprzyszłościowy. Czekałem na taką sytuację 20 lat. Mam satysfakcję.
Byłem uczestnikiem 47 Międzynarodowego Kongresu Podwodników w Hajfie (Izrael).
Podziwiam oficerów i marynarzy floty wojennej.
Historia ORP Orzeł i „Wielkie dni małej floty” Jerzego Pertka, na początku mojej edukacji pozaszkolnej, wykonały pracę w moim mózgu taką jak u wielu. Dzisiaj jednak jestem z południa Polski, nie mieszkam na Wybrzeżu, nie jestem marynarzem, nie jestem podwodnikiem. Jestem sympatykiem Tych i tego co służą pod wodą i Marynarki Wojennej. Ale uratowałem coś morskiego w moim życiu. Jestem żeglarzem i to na pewno morskim.
Ostatnio stałem się świeżo upieczonym członkiem Bractwa Okrętów Podwodnych. Jeszcze niedawno nawet nie śmiałem myśleć o przynależności do tak wyjątkowego grona. Spotkałem ich podwodników kiedyś w Gdańsku na początku lat osiemdziesiątych, gdy zakładaliśmy Ligę Morską. Wielcy, wspaniali, małomówni. Teraz zaczynam być wśród nich. Słucham, uczę się. To dobrze, że polscy podwodnicy są otwarci na obecność wśród nich swoich sympatyków. Wyczuwam, że Marynarka Wojenna dzisiaj potrzebuje wsparcia społeczeństwa, a im my cywile więcej będziemy wiedzieć, więcej rozumieć, tym bardziej będziemy przygotowani na przeciwstawianie się niektórym opiniom „gadających głów” w stylu - po co nam okręty skoro będą rakiety.
Znalazłem się w gronie znamienitych podwodników na ich 47 Kongresie w Hajfie. Zdecydowali się dać mi szansę przebywania w ich gronie kiedy świętują, kiedy wspominają, kiedy się bratają.
No właśnie – kiedy się bratają. Nie ma chyba przedstawicieli innej profesji wojennej na świecie, którzy postanowili się przyjaźnić. A byli na Kongresie uczestnicy ostatniej wojny, przeciwnicy z niedawnych czasów zimnej wojny i przedstawiciele krajów, którzy całkiem niedawno mieli kłopoty między sobą na przykład podczas konfliktu falklandzkiego. Na Kongresie uświadomiłem sobie, że oto spotkałem oficerów, marynarzy podwodników, ludzi ekstremalnie ciężkiej służby, ludzi niezwykłych, a jednocześnie tak normalnych, skromnych i podziwiających siebie nawzajem. Zdumiony byłem, że nikt z nich nie prezentował, nawet gdy się rozluźnił, choćby odrobiny retoryki wojennej. Żarty i śmiech towarzyszyły ich wspomnieniom. Okazało się, że to kumple, a przecież mogę przyjąć prawie z pewnością, że niektórzy z nich jeszcze niedawno stawali naprzeciw siebie dowodząc niewyobrażalną potęgą militarną skupioną w kadłubach swoich okrętów podwodnych.
W swoich krajach musieli być szczególnie wybierani. Wydawałoby się, że powinni być nieprzejednani w swych poglądach, dążeniach, wojskowych karierach. I prawdą jest, że współcześni podwodnicy to ludzie wybrani – wybrani, bo mądrzy, świadomi czym dowodzą.
Jeśli już na świecie musi być uzbrojenie, to oby zawsze było w rękach takich ludzi jakich spotkałem na Kongresie. Wtedy o pokój możemy być spokojni.
Słynne na Kongresie było śniadanie „izraelskie” (tak je nazwano), do którego zasiedliśmy spontanicznie o piątej rano pierwszego dnia Kongresu po przyjeździe z lotniska i w oczekiwaniu na wolne pokoje hotelowe. Rosjanie, Niemcy, Polacy, podwodnicy. To „śniadanie” pokazało mi rzecz trudną do wyobrażenia wcześniej. Podwodnicy się przyjaźnią.
Pierwszy raz w życiu widziałem wynurzający się okręt klasy Dolphin. Było to w bazie izraelskiej marynarki wojennej w Hajfie. 540 ton metalu wypłynęło szybko na powierzchnię basenu portowego, zakołysało się i nagle było wśród nas. Całkiem sympatyczny widok. Pogratulowałem przedstawicielowi delegacji niemieckiej udanej konstrukcji. On odpowiedział mi, że pierwszy raz widzi okręt podwodny pomalowany na granatowo. No dobrze. Ja wiem, że dla Was podwodnicy, to wszystko bułka z masłem. Ale ja byłem zachwycony tym manewrem wielkiej „maszyny” morskiej.
Sprawa INS Dakar nie była mi znaną. Słuchałem prezentacji Davida W. Jourdana o poszukiwaniach zaginionego INS Dakar z wielkim zainteresowaniem. Pytałem potem podwodników, czy podana przez Davida przyczyna zatonięcia INS Dakar jest do przyjęcia. Powątpiewali. W tej sytuacji postanowiłem koniecznie przeczytać książkę Davida o tej sprawie. Pomnik na cześć zaginionej załogi okrętu INS Dakar zbudowany na bazie fragmentu wydobytego, z dna Morza Śródziemnego, kiosku okrętu uświadomił mi jak mało mamy tego typu pamiątek w Polsce. A mielibyśmy co pokazywać kolejnym generacjom Polaków. Jest ORP Błyskawica. Ale nie ma ORP Sęp. A przydałby się, bo prędzej czy później znajdzie się reżyser, który będzie chciał nakręcić nowoczesny film o ORP Orzeł.
Od początku istnienia PMW okręty podwodne są nieprzerwanie w służbie. Przydałby się pomnik polskiego okrętu podwodnego. Mielibyśmy co zwiedzać i mielibyśmy powody do dumy narodowej, bo mała flota była wielka, okręty podwodne miały swoje zwycięstwa, a Mariusz Borowniak niekoniecznie poczułby potrzebę podważania dokonań ludzi, którzy odważyli się być marynarzami floty wojennej w czasach, a których strzelano na bardzo poważnie. Ponadto przypuszczam, że dzisiaj pewnie byłoby mniej takich, którzy mają problemy ze zrozumieniem potrzeby istnienia Marynarki Wojennej.
Na Kongresie mówiło się też coś o poszukiwaniach ORP Orzeł. No w tym momencie moje emocje patriotyczne musiały być wielkie.
Poznałem wielu podwodników z wielu krajów, których chciałbym spotkać w przyszłym roku w Turcji. Dlatego Panowie Podwodnicy proszę dbajcie o zdrowie.
Szanowni Państwo, Internauci.
Serwis turski.pl powstał aby móc prezentować moje opinie na temat bieżących wydarzeń związanych z Polską, szerzej niż we własnym domu.
Pojawiłem się więc w "sieci" i zdałem sobie sprawę, że wprawdzie przekroczyłem granice mojego domu, ale też narzuciłem sobie ograniczenia, co do swobody moich wypowiedzi.
Morze, żagle, historia jest moim prezentem dla odwiedzjących tę stronę.
Waldemar Turski
Jako motto mojej wszelkiej działalności przyjmuję słowa papieskie wypowiedziane na Błoniach Krakowskich w dniu 10.06.1979r.
"I dlatego - zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię 'Polska', raz jeszcze przyjęli z wiara, nadzieją i miłościa - taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym; - abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się i nie zniechęcili; - abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.
Proszę was - abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości, abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego, u Którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało; - abyście od Niego nigdy nie odstapili; - abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha,do której On 'wyzwala' człowieka; - abyście nigdy nie wzgardzili ta Miłością, która jest 'największa', która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu.
Proszę was o to przez pamięć i przez potężne wstawiennictwo Bogurodzicy z Jasnej Góry i wszystkich jej sanktuariów na ziemi polskiej, przez pamięć św. Wojciecha, który zginął dla Chrystusa nad Bałtykiem, przez pamięć św. Stanisława, który legł pod mieczem królewskim na Skałce - Proszę Was o to. Amen"
CO NOWEGO?
| |
Na drodze do Emaus. | 06.04.2008 / 16:55 Z moją wiarą jestem jakby na drodze do Emaus, a moje "oczy są jakby powiązane". / więcej » |
| |
Z wiarą jest pięknie. | 13.03.2007 / 20:41 Z wiarą jest pięknie i wiara czyni cuda. Doświadczam tego. Idą czasy, w których priorytet miłosierdzia nad sprawiedliwością będzie niezbędny. / więcej » |