Strona główna

 

Poll ID 0 does not exist.

KOMENTARZ DNIA

02.09.2010 / 23:07
Pani Henryka Krzywonos odmieniła media. Przed jej wystąpieniem na zjeździe Solidarności media zapewniały sobie ogladalność przez prezentowanie, kłamców i oszołomów z PiS. Po staremu nie wolno było mówić o kłamcach tylko najwyżej o mijajacych się z prawdą.Teraz media się odmieniły i nareszcie pokazują, co jest kłamstwem i co jest nikczemnością. Widzicie media - na prawdzie też da się zrobić oglądalność, a przecież zdecydowanie przyjemniej pracuje się z prawdą niz z kłamstwem. Niestety po czasach sprzed wystąpienia pani Henryki Krzywonos, za sprawą mediów, mamy pomnik kłamstwa i pychy w kryptach wawelskich. / więcej »

31.08.2010 / 21:56
Ludzie Solidarności w swej zdecydowanej większości nie są podzieleni. Odzielnie są uzurpatorzy praw do nieswojej historii: Kaczyński, Śniadek, ale ich w sierpniu 1980 roku w stoczni i w związku nie było. Media ogłosiły istnienie podziału, ze względu na ogladalność. Odrzućmy uzurpatorów od historii ruchu Solidarność i nie mówmy więcej od podziale. / więcej »

15.08.2010 / 20:28
Ludności żyjącej w Polsce na powierzchni 322 tys. km. kw. jest 38 mln. Nasi sąsiedzi Niemcy zajmują troche wiekszą powierzchnię bo 357 tys. km. kw., ale jest ich żyjących na tej powierzchni 82 mln. Czyli żyjemy sobie w Polsce dość komfortowo jak chodzi o przestrzeń do życia. Gęstość zaludnienia w Polsce to 121 osób na km. kw., a u Niemców wynosi ona 229 osób na km. kw. Gdybyśmy chcieli być tak samo silnym państwem jak Niemcy, to trzeba stworzyć warunki do wzrostu przyrostu naturslnego. Przyrost naturalny pomoże nam rozwiązać nasze problemy ambicjonalne z miejscem Polski w świecie, sprawy rozwoju gospodarczego, budżetowe i emerytalne. Według standardów niemeickich powinno nas być żyjących na terytorium państwa polskiego - 74 mln, czyli jeszcze raz tyle ile jest. Wielkomocarstwowym myśleniem, działaniami historycznych politykierów niewiele zdziałamy. Trzeba waruków do zaistnienia wielodzietnych rodzin. / więcej »

15.08.2010 / 20:26
Abp Głódź: naród che pomnika. Ja nie chcę pomnika tak długo jak długo nie zakończy się śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Moja pierwsza reakcja po informacji o katastrofie samolotu z 96 ludźmi, w większości, zajmującymi najważniejsze i ważne stanowiska w kraju to byl wstyd i zlość. Wstyd z powodu niespotykanej w świecie nonszalancji prezydenta państwa i jego otoczenia przy dobieraniu składu pasażerów samolotu i złość, że konsekwencją polityki Kaczyńskich była ta cała katastrofa: potrzeba demonstracji, brak normalnych stosunków z Rosją, co zaowocowało niewystarczającym zabezpieczeniem lotu Tupolewa. Do dzisiaj wstydzę się z powodu tej katastrofy i jestem zły na tego, któremu chcą stawiac pomnik.


Prezydent Kaczyński był miernym uczestnikiem polityki. Był w polityce zacofany tak około sto lat. Preferował politykę bilateralną charakterystyczną dla okresu miedzywojennego. Współcześnie sukcesy w polityce można osiągać przez uczestnictwo w polityce miltilateralnej, przez partnerstwo, przez promocję własnego kraju - nie przez tajne układy, przez walkę o wpływy. Nie chcę pomnika dla prezydenta Kaczyńskiego. Już z Wawelem mam duży kłopot.  / więcej »

WITAJ W SERWISIE TURSKI.PL

ORP Orzeł a sprawa kolonii dla Polski (1918-1939)



Kolonie dla Polski? Współcześnie negatywnie oceniane jest stanowisko władz polskich z okresu 1918-1939 wobec zagadnień kolonialnych. Na dodatek istnienie w przedwojennej Polsce milionowej organizacji jaką była Liga Morska i Kolonialna oznaczające wprowadzenie spraw kolonialnych do realnej polityki, to dla powojennych pokoleń Polaków jest już kompletnym nieporozumieniem. Jak można było myśleć o koloniach w kraju, który dopiero co odzyskał wolność po 123 latach zaborów? Gdzie poprawność polityczna?
Przedwojenni Polacy mieli świadomość, że niepodległość Polski - leżącej między państwami dążącymi, z różnych powodów, do wojny - zależy wyłącznie od jej siły ekonomicznej i militarnej. Mieli też w pamięci wielkość Rzeczpospolitej Obojga Narodów, za czasów której i dzięki jej istnieniu oraz jej potęgi militarnej, nie dochodziło w Europie do starć między Wschodem a Zachodem
Czas po I wojnie światowej, a raczej czas po traktacie wersalskim, po którym jedynym realnym zwycięzcą zagarniającym wszystko była Francja, był krótkim czasem poprzedzającym kolejną światową wojnę. Dla ówczesnych polityków było jasne, ze Rosja radziecka będzie chciała rozszerzać idee komunizmu zbrojnie, a Niemcy - niesprawiedliwie okrojone z ziem i obrabowane z przemysłu przez Francję i z niemożliwymi do spłaty odszkodowaniami wojennymi - będą dążyły do zmiany swojego statusu również za pomocą wojny. Ówcześni europejscy stratedzy wojskowi przewidywali, że wojna światowa wybuchnie około 1946 roku, czyli w momencie gdy urodzi się i dorośnie wystarczająca, dla osiągnięcia celów militarnych, liczba żołnierzy w Europie. Plany rozbudowy polskiej armii i floty morskiej również zakładały rok 1946 jako rok osiągnięcia pełnej zdolności obronnej państwa. Kierownictwo Marynarki Wojennej przyjęło, że wrogich działań w stosunku do Polski można się spodziewać ze strony Związku Radzieckiego i ze strony Niemiec. Sowieckie siły morskie na Bałtyku były na tyle niewielkie, iż realnym było ich zneutralizowanie oraz zablokowanie sowieckich portów bałtyckich przez polską flotę. Dla tego zadania przyjęto plan rozbudowy floty, który miał być zrealizowany do roku 1946 i według którego w skład naszej floty miał wejść również krążownik do przeciwstawienia się swojemu radzieckiemu odpowiednikowi. Jak chodzi o potencjalne zmagania z Krigsmarine, to uznano, że polska flota nie będzie mogła się przeciwstawić niemieckiej flocie w związku z czym polskie okręty na wypadek wojny z Niemcami udadzą się pod skrzydła aliantów, aby wesprzeć ich działania na morzu przeciwko Niemcom. Tak też się stało w przededniu II wojny światowej – 29 sierpnia 1939 roku trzy polskie niszczyciele Grom, Błyskawica i Burza wykonały rozkaz Peking (Pekin) i odpłynęły do Anglii.
Zanim jednak działania wojenne na Bałtyku się rozpoczęły 7 lutego 1939 roku do Gdyni przypłynął ORP Orzeł – nowoczesny, wielki, oceaniczny polski okręt podwodny zbudowany w Holandii - zdolny do prowadzenia działań na morzu w każdym rejonie świata. Następny ORP Sęp był już w trakcie prób morskich, a ówczesne Kierownictwo Marynarki Wojennej złożyło zamówienie na jeszcze trzy okręty podwodne większe od Orła i Sępa. Czy tak duża flotylla okrętów podwodnych miała w przyszłości chronić szlaki żeglugowe statków z surowcami z kolonii do Polski?
10 lutego 1939 roku w Gdyni na uroczystości powitania Orła przedstawiciel Prezydenta RP – gen. Kazimierz Sosnkowski mówił:
„Polska – kraj pozbawiony wielu niezbędnych surowców. Polska – kraj o wielkim przyroście naturalnym. Kraj, który już silnie cierpi z powodu przeludnienia wsi i na skutek prawie całkowitego zamknięcia możliwości emigracyjnych. Polska nie może pozostać obojętną i bierną wobec zagadnień kolonialnych.”
Posiadanie kolonii przez państwa europejskie, które to kolonie były ważnym elementem ekonomii tych państw oraz często źródłem surowców nie było niepoprawnym politycznie zjawiskiem w ówczesnej Europie. Takie były standardy polityki zagranicznej państw europejskich. W wyniku traktatu wersalskiego Niemcy utraciły wszystkie swoje kolonie. Były więc argumenty, aby część tych kolonii przypadła też Polsce tym bardziej, że kolonie niemieckie zostały przejęte przez Francję, a Francja była sojusznikiem Polski w okresie międzywojennym.
Wracając do przemówienia gen. Sosnkowskiego Polska istotnie borykała się z przeludnieniem wsi. Brak surowców dla rozwijającego się przemysłu był też dotkliwy, a bez surowców nie dało się realizować planów obronnych, czy zatrudnienia ludności wiejskiej w przemyśle. Należy tutaj wspomnieć, że w latach dwudziestych przeprowadzono w Polsce z sukcesem reformę rolną, która spowodowała radykalny wzrost zatrudnienia ludności wiejskiej z tym, że przeludnienie wsi było daleko większe niż możliwości ich zatrudnienia w rolnictwie.
Brak dostępu do surowców wynikał z wrogo nastawionych do Polski państw sąsiednich (Związek Radziecki, Niemcy, Czechosłowacja), stosujących wobec Polski różne restrykcje w obrocie granicznym. Jedyny dostęp do surowców mieliśmy albo przez Gdynię, co wymagało istnienia silnej floty dla zabezpieczenia transportu do i z Polski oraz przez zaprzyjaźnioną Rumunię. Ale generalnie w ówczesnych czasach bezpieczny dostęp do surowców zapewniało posiadanie kolonii. Tak więc były dwa istotne powody (przeludnienie wsi i brak surowców dla rozwoju polskiego przemysłu), aby rozważać możliwość ubiegania się o własne kolonie.
Poczyniono ważne kroki w tej sprawie. Liga Morska i Kolonialna organizacja społeczna założona w 1918 roku, początkowo jako Liga Morska i Rzeczna, liczyła w 1939 roku prawie milion członków. Propagowała sprawy morskie i ekspansję kolonialną Polski w Ameryce Południowej i w Afryce. Liga zabiegała o przyznanie Polsce kolonii w Brazylii, Peru, Liberii, Mozambiku i na Madagaskarze. 1934 Liga kupiła w brazylijskim stanie Parana ziemię, którą po podzieleniu na działki przekazano polskim osadnikom , którzy zaczęli wyruszać z Polski do Brazylii od sierpnia 1935 roku. Liga Morska i Kolonialna domagała się przyznania Polsce 10% byłych kolonii niemieckich , czyli ziem o powierzchni około 300 tys. km kw. Miało to naprawić dziejową niesprawiedliwość jaką było pozbawienie Polski udziału w podziale dawnych protektoratów niemieckich.
Do wybuchu II wojny światowej żadnych kolonii dla Polski nie pozyskano, ale polskie transatlantyki przewoziły coraz więcej emigrantów z Polski do obu Ameryk. Od 1930 roku statki pod polską banderą Polonia, Kościuszko, Pułaski należące do Polskiego Transatlantyckiego Towarzystwa Okrętowego zaczęły obsługiwać linię Gdynia – Kopenhaga – Halifax – Nowy Jork. Towarzystwo po zmianie nazwy na Gdynia Ameryka Linie Żeglugowe zakupiło kolejne transatlantyki Piłsudski i Batory do obsługi linii do Nowego Jorku oraz Sobieski i Chrobry do obsługi linii do Ameryki Południowej.
II wojna światowa zaczęła się o 7 lat wcześniej niż przewidywano i Polska nie zdążyła się do niej przygotować. Czy Polska mogła być silniejsza militarnie do 1939 roku? Tak, mogła być silniejsza. Stracono dużo czasu na swary polityków. Ale patrząc na nasze współczesne dwudziestolecie, to jak chodzi o swary polityków i marnotrawstwo czasu, to nic się nie zmieniło. Sojusznicy Polski w 1939 roku zawiedli. Sąsiedzi Polski rozpoczęli II wojnę światową od napaści na Polskę. Wnioski? Nie marnować czasu. Współpracować z sąsiadami. Nie liczyć na odległe sojusze. A wracając do doświadczeń Rzeczpospolitej Obojga Narodów to: Polska silna w Europie to pokój w Europie.
I jeszcze jedna sprawa – emigracja. Dzisiaj nie ma już problemu przeludnienia wsi. Dzisiaj mamy problem odwrotny. Kardynał Stefan Wyszyński w latach pięćdziesiątych mówił, że aby Polska mogła być krajem liczącym się w świecie powinna mieć 70 mln obywateli (czyli dwa razy więcej niż ma obecnie). Obecnie żyje w Polsce, na powierzchni 322 tys. km. kw., 38 mln. obywateli. Dla przykładu nasi sąsiedzi Niemcy zajmują trochę większą powierzchnię bo 357 tys. km. kw., ale jest ich żyjących na tej powierzchni 82 mln. Czyli żyjemy sobie w Polsce dość komfortowo jak chodzi o przestrzeń do życia. Gęstość zaludnienia w Polsce to 121 osób na km. kw., a u Niemców wynosi ona 229 osób na km. kw. Gdybyśmy chcieli być tak samo silnym państwem jak Niemcy, potrzebne są warunki do wzrostu przyrostu naturalnego. Przyrost naturalny pomoże nam rozwiązać nasze problemy ambicjonalne z miejscem Polski w świecie, sprawy rozwoju gospodarczego, budżetowe i emerytalne. Według standardów niemeickich powinno nas być żyjących na terytorium państwa polskiego - 74 mln, czyli jeszcze raz tyle ile jest. Flotę (według nomenklatury strategów tzw. małą flotę) też moglibyśmy mieć dzisiaj na miarę współczesnych potrzeb. Więcej pracujących obywateli to większe wpływy do budżetu, w tym samym również na obronność. Zasadniczo cele dla Marynarki Wojennej są takie same jak były 70 lat temu. Można sobie wyobrazić działania imperialne Rosji w następnym dziesięcioleciu. Można również sobie wyobrazić niechęć naszych zachodnich sąsiadów do Polski w przypadku zatargów Rosji z Polską gdy Rosja zacznie odtwarzać swoje imperium. Będzie Polsce potrzebna flota, która odstraszy potencjalne działania rosyjskie na Bałtyku jak i zapewni drożność cieśnin duńskich dla dostaw sprzętu do Polski.




Rejs śladami ORP Orzeł



Mamy 71 rocznicę „Września 1939”. Czytamy nowe pozycje książkowe na temat kampanii wrześniowej. Generał Kutrzeba - działania Armii Poznań i Pomorze nad Bzurą. Wstrzymane przez naszych sojuszników dostaw sprzętu wojennego przez zaprzyjaźnioną Rumunię. Analizujemy. Gdyby linia obrony nie była tak rozciągniętą? Czy była szansa na takie skuteczne działania naszej ówczesnej armii, aby na tyle utrudnić działania najeźdźcy, żeby wejście wojsk radzieckich nie było tak oczywiste dla sowieckich strategów.
A nasza flota? Cztery nowoczesne niszczyciele. Pięć okrętów podwodnych w tym dwa najnowocześniejsze i jedne z największych na świecie. Wielki stawiacz min i wokół niego małe trałowce przystosowane również do akcji minowania. Czy Marynarka Wojenna mogła cokolwiek zrobić na Bałtyku dla poprawienia naszej sytuacji strategicznej wobec nacierających na Polskę wojsk z zachodu, a potem ze wschodu? Raczej nic. Niemiecki sprzęt wojenny, który miał być przewieziony do Pilawy (dzisiaj Bałtijsk), dla zaopatrzenia armii niemieckiej w Prusach został dostarczony przed wybuchem wojny. Niemiecka flota we wrześniu 1939 roku w zasadzie nie miała potrzeby operować na Bałtyku. Nasza flota nie miała więc realnej możliwości stanąć do walki z wrogiem, bo go na Bałtyku w tym czasie raczej nie było. Były natomiast niemieckie samoloty, które skutecznie zniszczyły nasze pozostałe nawodne okręty w pierwszych pięciu dniach wojny. Słusznie więc dowództwo Polskiej Marynarki Wojennej tuż przed 1 września 1939 roku odesłało trzy niszczyciele: Grom, Błyskawica i Burza do Anglii, aby nie uległy zniszczeniu. Pozostało natomiast w swoich sektorach na Zatoce Gdańskiej i w rejonie na północ od Półwyspu Helskiego 5 polskich okrętów podwodnych: Ryś, Wilk, Żbik, Sęp i Orzeł. To była polska mocna broń morska. Niestety na Bałtyku nie było przeciwnika dla tych okrętów, bo słusznie z niemieckiego taktycznego punktu widzenia niemieckie okręty nawodne w tym czasie na Bałtyku znacząco nie operowały (Kriegsmarine doskonale wiedziało o działających w głębinach Bałtyku polskich okrętach podwodnych). Były natomiast wrogie samoloty, które usilnie te okręty poszukiwały. Wielkich sztormów na Bałtyku we wrześniu 1939 roku nie było więc ORP Orzeł, który operował na płytkich wodach Zatoki Gdańskiej, oczekujący być może na okazję zaatakowania pancernika niemieckiego Schleswig Holstein, dla takich poszukujących samolotów był bardzo widoczny nawet gdy płynął pod wodą. Ówczesny dowódca ORP Orzeł komandor Henryk Kłoczkowski zdecydował o opuszczeniu wyznaczonego przez dowództwo rejonu działania i 14 września ORP Orzeł znalazł się na redzie portu Tallinn z zamiarem wejścia do portu w celu dokonania napraw i przekazania chorego dowódcy do szpitala. Krótko potem okręt i jego załoga zostali w porcie wojennym w Tallinnie internowani. Następne trzy okręty podwodne zostały internowane w Sztokholmie, a tylko ORP Wilk przedarł się przez cieśniny duńskie do Anglii. Wydawało się, że dla załogi ORP Orzeł wojna skończyła się po 14 dniach w bezpiecznym porcie Tallinn. Oficerowie i marynarze mogli już tylko oczekiwać na zakończenie wojny z dala od głównego teatru jej działań. ORP Orzeł w dużym stopniu rozbrojony, bez torped w wyrzutniach dziobowych, pozbawiony map i wszystkich pomocy nawigacyjnych, strzeżony przez okręty estońskie z normalnego punktu widzenia nie miał szans na powrót do działań wojennych. To prawie dla wszystkich w Tallinnie było oczywiste, ale nie dla załogi „chluby floty” czyli ORP Orzeł. 18 września 1939 roku około godziny 3 nad ranem uciekli. Niewiarygodne. Takie zdarzenie nie miało miejsca w historii świata. Polski okręt podwodny ORP Orzeł, pod ostrzałem z estońskich dział, bez map, rozbrojony, z wiedzą, że praktycznie polska flota na Bałtyku i jej dowództwo już nie istnieją, ucieka z wrogiego portu wojennego manewrując między mieliznami na Bałtyk opanowany przez floty Niemiec i Rosji, aby ponownie włączyć się do walki na morzu. Nie doceniamy tego ich wyczynu. Nie podziwiamy ich brawury. Nie kręcimy filmów. Nie pamiętamy. A oni ze swoim nowym dowódcą kapitanem Janem Grudzińskim przedarli się do Anglii, aby podczas jednego z patrolów na Morzu Północnym w maju 1940 roku zaginąć bez wiedzy w jaki sposób się to stało. Wcześniej, bo 7 kwietnia 1940 roku ORP Orzeł znalazł się na patrolu w rejonie norweskiego Lillesand. Było to w przededniu niemieckiej inwazji na Norwegię. Zaatakował i zatopił niemiecki parowiec Rio de Janeiro płynący ze sprzętem wojennym i żołnierzami Wehrmachtu. Tuz przed zatopieniem Rio de Janeiro zezwolono niemieckiej załodze i żołnierzom na opuszczenie statku, co uczyniono przy pomocy norweskich rybaków.
Załoga ORP Orzeł to nasi bohaterowie. Jesteśmy żeglarzami, pływamy po morzu od lat. Ale jak się ma żeglowanie do służby na okrętach podwodnych i to w czasie działań wojennych szczególnie kiedy okręt jest pod wodą i jest atakowany? Podziwiamy podwodników. Chylimy czoła przed bohaterstwem załogi ORP Orzeł.
Chcemy oddać hołd załodze Orła. Pochodzimy z Gliwic i ze Śląska i jesteśmy członkami Bractwa Okrętów Podwodnych w Gdyni oraz jesteśmy członkami Jacht Klubu Marynarki Wojennej KOTWICA w Gdyni. W tym roku postanowiliśmy uhonorować naszych bohaterów rejsem żeglarskim na jachcie Legia z JKMW KOTWICA do Tallinna i na Gotland śladem ORP Orzeł. Chcemy być na Bałtyku, w Tallinnie i przy Gotlandii w dniach, w których oni tam przebywali. Chcemy odczytywać z dokumentów ich dzieje będąc w miejscach, w których oni przebywali. Obok jachtu Legia będzie płynął również jacht JKMW KOTWICA Kapitan 2.
Okazało się, że nasz pomysł i nasz pobyt w Tallinnie wpisuje się w uroczystości odsłonięcia nowej tablicy poświęconej ORP Orzeł na starym mieście w Tallinnie. Będą oficjele, będzie dowództwo Marynarki Wojennej Estonii, będzie Polonia, będą media.




Święto Wojska Polskiego.



Marynarka Wojenna RP



Zadania operacyjne Marynarki Wojennej RP (wg www.mw.mil.pl) to między innymi:
- zapewnienie bezpieczeństwa interesów państwa na morzu, realizacja zadań polskiej morskiej racji stanu (zapewnienie swobody transportu morskiego, utrzymanie bezpieczeństwa żeglugi na szlakach komunikacyjnych, demonstrowanie bandery).
- demonstrowanie obecności morskiej w strefie zainteresowania państwa (32,8 tys. km2 Wyłącznej Strefy Ekonomicznej i ponad 140 tys. km2 obszaru zainteresowania Państwa),
- odparcie uderzeń przeciwnika z kierunku morskiego,
- utrzymanie panowania na morzu w przybrzeżnej strefie obrony.


Bardzo ważnym zadaniem MW RP jest realizacja zadań polskiej morskiej racji stanu. Nie znam polskiej morskiej racji stanu, ale jestem zatroskany stanem wyposażenia naszej MW w sprzęt mosrki do realizacji tego zadania. Według www.mw.mil.pl wszystkie nasze okręty są STARE (!!!). Rozumię, ze udział naszego wojska w operacji w Afganistanie zatrzymał modernizację naszych Sił Zbrojnych, w tym również Marynarki Wojennej. Obawiam się jednak, że jak już warunki do modernizacji nastąpią, to ta modernizacja nie obejmie Marynarki Wojennej RP. Zawsze tak było i tak jest, że z Warzawy nie widać wagi spraw morskich.


Według mnie polska morska racja stanu to:
- możliwość odstraszającej demonstarcji siły morskiej państwa w ewentualnym konflikcie Rosja - kraje bałtyckie,
- mozliwość demonstracji ataku na rurociąg Nord Stream,
- zapewnienie drożności cieśnin duńskich dla zabezpieczenia dostaw do Polski od najważniejszego naszego sojusznika w przypadku dążeń imperialnych Rosji i możliwych z tym związanych, a utrudniajacch działania polskie, zachowań Niemiec i Francji.
- współpraca marynarek wojennych; Polski, Finlandii, Szwecji, Danii i Norwegii w celu zabezpieczenia morskich interesów naszego państwa (jak w punkcie poprzednim) i naszych bałtyckich sojuszników (szczególnie tutaj sugeruję współpracę z MW Finlandii, która ma od dawna jasno wytyczone zdania i dobrany sprzęt w przypadku konfliktu na wschodzie).
Nasza Marynarka Wojenna powinna realizować zadania "małej floty" i zdecydowanie powinna mieć dobrane uzbrojenie do zadań operacyjnych na Bałtyku.
W przypadku konfliktu zbrojnego w okolicach naszego państwa tylko Marynarka Wojenna RP (nie lonictwo, nie wojska lądowe)może nam zapewnić dostawy paliw, surowców, uzbrojenia od naszych sojuszników.




BRONISŁAW KOMOROWSKI PREZYDENTEM RP



Jestem zadowolony. Nareszcie normalny układ polityczny wywodzący się z opozycji demokratycznej i proprzyszłościowy. Czekałem na taką sytuację 20 lat. Mam satysfakcję.



Prezydent Bronisław Komorowski jest dla mnie prezydentem w pełni nas satysfakcjonującym. Jest politykiem nowoczesnym, umocowanym bardzo silnie w tradycji i historii, jest katolikiem normalnym, potrafi rozdzielić państwo od zapędów hierarchii kościelnej, jest profesjonalnie zoirentowanym w sprawach armii, jest zwolennikiem współpracy międzynarodowej i dobrej współpracy sąsiedzkiej. Nareszcie super normalny prezydent.


Prezydent Komorowski był niedawno prezesem Ligi Morskiej i Rzecznej. Proszę prezydenta Komorowskiego, aby pamiętał, że POLSKA JEST KRAJEM MORSKIM".






Byłem uczestnikiem 47 Międzynarodowego Kongresu Podwodników w Hajfie (Izrael).


Podziwiam oficerów i marynarzy floty wojennej.
Historia ORP Orzeł i „Wielkie dni małej floty” Jerzego Pertka, na początku mojej edukacji pozaszkolnej, wykonały pracę w moim mózgu taką jak u wielu. Dzisiaj jednak jestem z południa Polski, nie mieszkam na Wybrzeżu, nie jestem marynarzem, nie jestem podwodnikiem. Jestem sympatykiem Tych i tego co służą pod wodą i Marynarki Wojennej. Ale uratowałem coś morskiego w moim życiu. Jestem żeglarzem i to na pewno morskim.
Ostatnio stałem się świeżo upieczonym członkiem Bractwa Okrętów Podwodnych. Jeszcze niedawno nawet nie śmiałem myśleć o przynależności do tak wyjątkowego grona. Spotkałem ich podwodników kiedyś w Gdańsku na początku lat osiemdziesiątych, gdy zakładaliśmy Ligę Morską. Wielcy, wspaniali, małomówni. Teraz zaczynam być wśród nich. Słucham, uczę się. To dobrze, że polscy podwodnicy są otwarci na obecność wśród nich swoich sympatyków. Wyczuwam, że Marynarka Wojenna dzisiaj potrzebuje wsparcia społeczeństwa, a im my cywile więcej będziemy wiedzieć, więcej rozumieć, tym bardziej będziemy przygotowani na przeciwstawianie się niektórym opiniom „gadających głów” w stylu - po co nam okręty skoro będą rakiety.
Znalazłem się w gronie znamienitych podwodników na ich 47 Kongresie w Hajfie. Zdecydowali się dać mi szansę przebywania w ich gronie kiedy świętują, kiedy wspominają, kiedy się bratają.
No właśnie – kiedy się bratają. Nie ma chyba przedstawicieli innej profesji wojennej na świecie, którzy postanowili się przyjaźnić. A byli na Kongresie uczestnicy ostatniej wojny, przeciwnicy z niedawnych czasów zimnej wojny i przedstawiciele krajów, którzy całkiem niedawno mieli kłopoty między sobą na przykład podczas konfliktu falklandzkiego. Na Kongresie uświadomiłem sobie, że oto spotkałem oficerów, marynarzy podwodników, ludzi ekstremalnie ciężkiej służby, ludzi niezwykłych, a jednocześnie tak normalnych, skromnych i podziwiających siebie nawzajem. Zdumiony byłem, że nikt z nich nie prezentował, nawet gdy się rozluźnił, choćby odrobiny retoryki wojennej. Żarty i śmiech towarzyszyły ich wspomnieniom. Okazało się, że to kumple, a przecież mogę przyjąć prawie z pewnością, że niektórzy z nich jeszcze niedawno stawali naprzeciw siebie dowodząc niewyobrażalną potęgą militarną skupioną w kadłubach swoich okrętów podwodnych.
W swoich krajach musieli być szczególnie wybierani. Wydawałoby się, że powinni być nieprzejednani w swych poglądach, dążeniach, wojskowych karierach. I prawdą jest, że współcześni podwodnicy to ludzie wybrani – wybrani, bo mądrzy, świadomi czym dowodzą.
Jeśli już na świecie musi być uzbrojenie, to oby zawsze było w rękach takich ludzi jakich spotkałem na Kongresie. Wtedy o pokój możemy być spokojni.
Słynne na Kongresie było śniadanie „izraelskie” (tak je nazwano), do którego zasiedliśmy spontanicznie o piątej rano pierwszego dnia Kongresu po przyjeździe z lotniska i w oczekiwaniu na wolne pokoje hotelowe. Rosjanie, Niemcy, Polacy, podwodnicy. To „śniadanie” pokazało mi rzecz trudną do wyobrażenia wcześniej. Podwodnicy się przyjaźnią.
Pierwszy raz w życiu widziałem wynurzający się okręt klasy Dolphin. Było to w bazie izraelskiej marynarki wojennej w Hajfie. 540 ton metalu wypłynęło szybko na powierzchnię basenu portowego, zakołysało się i nagle było wśród nas. Całkiem sympatyczny widok. Pogratulowałem przedstawicielowi delegacji niemieckiej udanej konstrukcji. On odpowiedział mi, że pierwszy raz widzi okręt podwodny pomalowany na granatowo. No dobrze. Ja wiem, że dla Was podwodnicy, to wszystko bułka z masłem. Ale ja byłem zachwycony tym manewrem wielkiej „maszyny” morskiej.
Sprawa INS Dakar nie była mi znaną. Słuchałem prezentacji Davida W. Jourdana o poszukiwaniach zaginionego INS Dakar z wielkim zainteresowaniem. Pytałem potem podwodników, czy podana przez Davida przyczyna zatonięcia INS Dakar jest do przyjęcia. Powątpiewali. W tej sytuacji postanowiłem koniecznie przeczytać książkę Davida o tej sprawie. Pomnik na cześć zaginionej załogi okrętu INS Dakar zbudowany na bazie fragmentu wydobytego, z dna Morza Śródziemnego, kiosku okrętu uświadomił mi jak mało mamy tego typu pamiątek w Polsce. A mielibyśmy co pokazywać kolejnym generacjom Polaków. Jest ORP Błyskawica. Ale nie ma ORP Sęp. A przydałby się, bo prędzej czy później znajdzie się reżyser, który będzie chciał nakręcić nowoczesny film o ORP Orzeł.
Od początku istnienia PMW okręty podwodne są nieprzerwanie w służbie. Przydałby się pomnik polskiego okrętu podwodnego. Mielibyśmy co zwiedzać i mielibyśmy powody do dumy narodowej, bo mała flota była wielka, okręty podwodne miały swoje zwycięstwa, a Mariusz Borowniak niekoniecznie poczułby potrzebę podważania dokonań ludzi, którzy odważyli się być marynarzami floty wojennej w czasach, a których strzelano na bardzo poważnie. Ponadto przypuszczam, że dzisiaj pewnie byłoby mniej takich, którzy mają problemy ze zrozumieniem potrzeby istnienia Marynarki Wojennej.
Na Kongresie mówiło się też coś o poszukiwaniach ORP Orzeł. No w tym momencie moje emocje patriotyczne musiały być wielkie.
Poznałem wielu podwodników z wielu krajów, których chciałbym spotkać w przyszłym roku w Turcji. Dlatego Panowie Podwodnicy proszę dbajcie o zdrowie.









Szanowni Państwo, Internauci.
Serwis turski.pl powstał aby móc prezentować moje opinie na temat bieżących wydarzeń związanych z Polską, szerzej niż we własnym domu.
Pojawiłem się więc w "sieci" i zdałem sobie sprawę, że wprawdzie przekroczyłem granice mojego domu, ale też narzuciłem sobie ograniczenia, co do swobody moich wypowiedzi.
Morze, żagle, historia jest moim prezentem dla odwiedzjących tę stronę.
Waldemar Turski



Jako motto mojej wszelkiej działalności przyjmuję słowa papieskie wypowiedziane na Błoniach Krakowskich w dniu 10.06.1979r.
"I dlatego - zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię 'Polska', raz jeszcze przyjęli z wiara, nadzieją i miłościa - taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym; - abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się i nie zniechęcili; - abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.
Proszę was - abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości, abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego, u Którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało; - abyście od Niego nigdy nie odstapili; - abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha,do której On 'wyzwala' człowieka; - abyście nigdy nie wzgardzili ta Miłością, która jest 'największa', która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu.
Proszę was o to przez pamięć i przez potężne wstawiennictwo Bogurodzicy z Jasnej Góry i wszystkich jej sanktuariów na ziemi polskiej, przez pamięć św. Wojciecha, który zginął dla Chrystusa nad Bałtykiem, przez pamięć św. Stanisława, który legł pod mieczem królewskim na Skałce - Proszę Was o to. Amen"






CO NOWEGO?

 
Na drodze do Emaus.   |   06.04.2008 / 16:55
Z moją wiarą jestem jakby na drodze do Emaus, a moje "oczy są jakby powiązane". / więcej »
 
Z wiarą jest pięknie.   |   13.03.2007 / 20:41
Z wiarą jest pięknie i wiara czyni cuda. Doświadczam tego. Idą czasy, w których priorytet miłosierdzia nad sprawiedliwością będzie niezbędny.  / więcej »
Strona główna... Cofnij... Site created by Promedes.biz Do góry...